wybierz kolor:
rozmiar czcionki: 60% 70% 80% 90%
Lokalne Informacje i Wydarzenia
Niezależny serwis monitorujący lokalne gazety i serwisy internetowe

Fotoblog - Warszawa i wszystko jasne!

Subskrybuj zawartość
Warszawa | fotoblog | zdjęcia | fotografie | fotografia | fotolog | Warsaw | Warschau | photoblog | photolog | blog | photos | photo | foto | fotki | album | fotoalbum
Zaktualizowano: 1 dzień 5 godzin temu

Różne są kocie losy

czw., 11/20/2008 - 10:55

praska kamienica

praski kot

Ten kot, którego teraz widzicie, mieszka sobie na Pradze przy ulicy 11.Listopada, w pobliżu starych koszar. Na pierwszym zdjęciu widać wejście do jego kociego domu oraz kocią stołówkę.

Muszę powiedzieć, że źle ten kot nie ma. Ilekroć tamtędy przechodzę, miseczki są zawsze pełne, a i sam kot do chudziutkich nie należy. Żeby wszystkie koty tak miały!

Niestety nie zawsze jest tak różowo, nie do wszystkich kotów los się uśmiechnął. Dlatego, jeśli gdzieś spotkamy starszą panią, która zbiera datki na zwierzaki (ostatnio spotykam takie panie w centrum handlowym Blue City), nie mijajmy jej obojętnie, wrzućmy jej do puszki choćby parę złotych. Przecież od tego nie zbiedniejemy.

Ty też możesz pomóc, naprawdę.

Kategorie: Mazowieckie

Marymont

śr., 11/19/2008 - 15:46

Marymont

Warszawa - Marymont

Bieniewicka - Marymont

I tak oto ponownie zajrzałem na Marymont, ponownie na ulicę Bieniewicką.

Marymont rozciąga się na obszarze dwóch dzielnic, Żoliborza i Bielan. Część bielańska to ogromne blokowisko (Osiedle Ruda), trochę domów jedno- i wielorodzinnych oraz pozostałości przedwojennej zabudowy, często w nienajlepszym stanie. Całość ogólnie bez rewelacji, choć niektóre uliczki z zabudową jednorodzinną wyglądają nawet przyjemnie i pewnie dobrze się tam mieszka. Jeśli chodzi o całokształt, to sytuację ratują tereny zielone wzdłuż Wisły oraz bliskość Lasu Bielańskiego, znakomitego miejsca na spacery.

A część żoliborska? Tu jest zupełnie przyzwoicie. Też są bloki (stare i nowe), ale oprócz tego całkiem nieźle zachowały się domy przedwojenne. No może nie wszędzie się zachowały, ale im dalej od Wisły a bliżej metra, tym lepiej. Jedną z ulic, gdzie zabudowa przedwojenna w znacznej mierze ocalała, jest właśnie Bieniewicka, którą widzicie na zdjęciach. Ot taki przedwojenny modernizm, bardziej solidne rzemiosło niż architektoniczny artyzm, ale da się przeżyć :)

Na ostatnim zdjęciu pragnąłem przypomnieć trudną przeszłość mojego miasta. Takie tablice uważam za najwłaściwszy sposób upamiętniania tych, którzy walczyli, polegli, zginęli... Nie chcę wciskania na ludziom na siłę martyrologicznych nazw ulic, tych wszystkich Ofiar, Zesłańców, Rozstrzelanych i Powieszonych, bo na codzień ludzie chcą normalnie żyć, śmiać się i cieszyć, to jest całkiem naturalne. Z tego samego powodu nie chcę monstrualnych ponurych pomników oszpecających ulice i place. Taka skromna tabliczka znacznie lepiej skłania do zadumy, tak myślę. Jeśli ktoś chce na chwilę przystanąć i pomyśleć o tragicznej przeszłości, to nie musi tego robić w cieniu gigantycznego monumentu na rogu Ofiar i Rozstrzelanych, a jeśli ktoś nie chce, to nie należy go do tego przymuszać.

Ale jeśli kogoś interesuje, czemu nie lubię Niemców, to już na tej jednej tabliczce znajdzie odpowiedź. Dlatego nie ulegnę powszechnej fascynacji niemczyzną i tak samo nie wzruszę się losem niemieckich uchodźców z Wrocławia, którzy na trzaskającym mrozie uciekali przed Armią Czerwoną. I to nie jest żadna "polityka historyczna", to są moje autentyczne odczucia, to są też wspomnienia mojej babci bitej po twarzy w szkole przez niemieckich nauczycieli za mówienie po polsku w pewnym podtoruńskim miasteczku, to są... Długo mógłbym pisać rodzinne wspomnienia, ale OK, może innym razem. W każdym razie już chyba zawsze będę odnosił się Niemców z rezerwą. Niech się nimi wrocławianie zachwycają, że im takie ładne miasto zbudowali, u nas to niemieckie "budowanie" wyglądało tak:

http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje34/wwa05.jpg

To jest ulica Krucza, obecnie ulica licznych restauracji i knajp. A zatem, na przekór Niemcom, Warszawa wciąż żyje i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze...

Kategorie: Mazowieckie

Twoja stara je pieróg i pisze blog

śr., 11/19/2008 - 09:01

 pierogarnia na warszawskiej starówce

Twoja stara je pieróg i pisze blog. Spokojnie, zaraz wszystko wyjaśnię.

Zacznijmy od pierogów. Zdjęcie przedstawia pierogarnię przy ulicy Nowomiejskiej na warszawskiej Starówce. W zasadzie niewiele widać, ot drzwi i okienko (no wiecie, to takie fotograficzne próby, ale efekt raczej taki sobie), zachęcam jednak do wejścia do środka, bo pierogi dają naprawdę dobre. Oto ich strona internetowa, tam znajdziecie szczegóły oferty:

http://www.pierrogeria.pl

Nie, nie płacili mi za reklamę. Po prostu robią dobre pierogi, więc czemu miałbym ich nie zareklamować? Tylko na portfele uważajcie, bo tanio nie jest :)

Czyli wiemy już, gdzie można zjeść pyszne pierogi. A jak to będzie w liczbie pojedynczej? Dotąd myślałem, że je się pieroga, ale kto wie? Wszak jeszcze niedawno myślałem, że piszę bloga, a tu nagle dowiedziałem się, że piszę blog. Więc może jem pieróg, a na deser jem banan?

Otóż na blogach z platformy Blox.pl jakiś czas temu pojawiły się następujące przyciski: "Pisz blog", "Podgląd blogu", "Edycja blogu" itd. I jakiś mądrala z administracji uparcie twierdzi, że tak jest "lepiej". Nie wiem tylko, czy sam wierzy w to, co mówi, czy też kiedyś dokonał zmiany pod wpływem chwili (wcześniej było normalnie: "Pisz bloga", "Edycja bloga" itd.), a teraz brnie w to dalej, nie chcąc przyznać się do błędu. Powiedzmy sobie szczerze - nieumiejętność przyznania się do błędu raczej osłów cechuje, a nie ludzi myślących. Tyle, że moje doświadczenia w kontaktach z pracownikami Agory wskazują jednoznacznie na to, że osłów jest wśród nich szczególnie dużo, dlatego i w tym przypadku stawiam raczej na ośli upór a nie na głęboką wiarę adminów w słuszność swoich słów.

Owszem, dane mi było dowiedzieć się, że jakieś autorytety polonistyczne twierdzą, że forma "Pisz blog" jest lepsza. Tyle, że według tych samych autorytetów lepsza jest forma "mleć" zamiast używanej przez miliony Polaków formy "mielić" i konsekwentnie "mełłem" zamiast "mieliłem". A teraz mały test - co jecie czasem na obiad? Kotlet mielony czy "kotlet mełty"?

Bogurodzica dziewica, Bogiem sławiena Maryja,
U twego syna Gospodzina matko zwolena, Maryja!
Zyszczy nam, spuści nam.
Kyrieleison.

Twego dziela Krzciciela, bożycze,
Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze.
Słysz modlitwę, jąż nosimy,
A dać raczy, jegoż prosimy:
A na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie rajski przebyt.
Kyrieleison.

To tylko stara dobra "Bogurodzica". Przyjrzyjmy się dokładnie. Takim właśnie językiem kazanoby nam dziś mówić i zwłaszcza pisać, gdyby już od 13.wieku nad codzienną mową Polaków czuwały skostniałe "autorytety", owe leśne dziadki polszczyzny. Tymczasem język ewoluuje i nie ma zmiłuj.

A może jednak Bloxowi admini i językowe "autorytety" mają rację, może ewolucja językowa jest zła, może należy ją powstrzymać lub wręcz cofnąć? Spróbujmy. A zatem...

"Na obiad zjadłem kotlet mełty, a moja żona zjadła pieróg. Zjadłszy obiad, zdjąłem kurtkę z wieszaku, ubrałem się i poszedłem do karczmy, gdzie transmitowali mecz. Nasi strzelili piękny gol, potem sędzia odgwizdał dla rywali rzut karny z kalepuszu, ale tamci golu na szczęście nie strzelili, piłka przeleciała obok słupku - i tak nasi szczęśliwie wygrali! Rad i kontent wróciłem przeto do izby, zjadłem banan, wypiłem lampkę szampanu, a tu nagle żona mnie pyta, azaliż moja stara też pisze blog, pokazując jakiś link. Nie znałem wcześniej tego linku, klikam i... stało się! Moja stara prowadzi blogasek!".

A Wy wolicie pisać i czytać blog czy jednak bloga? :)

Kategorie: Mazowieckie

Porozmawiajmy o symbolach

wt., 11/18/2008 - 18:50

Dzisiaj proponuję porozmawiać o symbolach największych polskich miast.

Dlaczego do tej notki opublikowałem to zdjęcie? Otóż smutna prawda jest taka, że dla wielu osób symbolem Warszawy jest Pałac Kultury. Cóż mogę na to powiedzieć? Jedynie tyle, że w takim razie równie dobrze symbolem Warszawy mógłby być dla mnie ten betonowy kubeł, który widzicie na pierwszym planie. Dla mnie wychodzi na jedno.

Ale zostawmy Pałac Kultury, wiele już napisałem na jego temat, kolejną tyradę dzisiaj Wam odpuszczę. Zamiast tego chcę Was zapytać - co uważacie za symbol Warszawy, Krakowa, Łodzi, Wrocławia i Poznania? Może to być zarówno jakiś konkretny budynek, jak i ulica, miejsce, jakiś obszar miasta czy też wszelkie inne zjawisko, które tylko przyjdzie Wam do głowy.

A więc co uważacie za symbole tych wszystkich miast?

Moje typy: Warszawa - Stare Miasto i Zamek Królewski oraz nowoczesne wieżowce (w Polsce unikat), Kraków - Wawel, Łódź - Piotrkowska, ostatnio także Manufaktura, Wrocław - Stare Miasto, katedra i liczne mosty, Poznań - drużyna piłkarska Lech Poznań (to ostatnie wynika zapewne stąd, że w ogóle nie znam Poznania jako miasta).

A jakie są Wasze typy?

Jeśli jesteście z innej miejscowości, niż te, które wymieniłem, to napiszcie też, co jest Waszym zdaniem symbolem Waszego miejsca na ziemi. Chętnie się dowiem :)

PS. Jeśli ktoś uważa Pałac Kultury za symbol Warszawy, to proszę pisać śmiało - krzyczał nie będę, obiecuję :)

Kategorie: Mazowieckie

Kamionek o zmierzchu

wt., 11/18/2008 - 11:42

Czasem warto jest odpocząć od nagiego realizmu, odetchnąć od prozy życia i pokazać coś ekstra. Wczoraj ekstra było nasze warszawskie niebo. Czy oddałem to na zdjęciu? Nie mnie oceniać. Ale wiedzcie, że się starałem :)

Zdjęcie zrobiłem na skrzyżowaniu Alei Waszyngtona (to ta widoczna na zdjęciu) i ulicy Kinowej czyli na pograniczu Grochowa i Kamionka. Ta okolica nie miała dotąd szczęścia do mojego bloga - pokazałem co prawda jedną niebrzydką ulicę (ul.Stanisława Augusta), ale też bloczydła i jeszcze jeden blok, a kilkaset metrów dalej podupadłą uliczkę (Chodakowską) i zrujnowaną fabrykę. Niech więc to zdjęcie wynagrodzi mieszkańcom pogranicza Grochowa i Kamionka tamte krzywdy :)

Bo ze zdjęciami jest jak z kawą - wypiwszy hektolitry podejrzanej lury podlanej stuletnim mlekiem, mamy czasem ochotę na ekskluzywną kawę ze starannie wyselekcjonowanych ziaren, pitą w eleganckiej i nastrojowej kawiarni...

Co zaserwuję w następnej notce? Czas pokaże, tego to ja jeszcze sam nie wiem...

Kategorie: Mazowieckie

Na Siennej

pon., 11/17/2008 - 16:25

Wola - Sienna

Kiedyś ostrzegałem, że przy ulicy Siennej na Woli można łatwo wpaść pod samochód. Dziś będzie zupełnie o czym innym, będzie o samej ulicy, a ściślej o jej wolskim odcinku.

Na wstępie wyjasnię, że ulica Sienna znajduje się na terenie dwóch dzielnic - Woli i Śródmieścia. Obie części nie są ze sobą połączone, gdyż ulica została swojego czasu brutalnie rozerwana monstrualnie szeroką Aleją Jana Pawła II (d. Juliana Marchlewskiego), ulicą zbudowaną zapewne dla czołgów a nie dla ludzi. Tak więc z jednego kawałka Siennej można sobie na drugi kawałek popatrzeć, można pomachać komuś ręką, ale przejść i przejechać nie można, trzeba zaiwaniać naokoło. Na drodze stoi 10 pasów ruchu (po 5 w każdą stronę), tory tramwajowe oraz płot. I tak oto oba kawałki Siennej funkcjonują zupełnie oddzielnie. Śródmiejski odcinek Siennej dotąd na fotoblogu nie gościł, jedynie pewien kotek stamtąd miał okazję trafić na fotobloga.

Znacznie dłuższy jest odcinek wolski i ma on swój specyficzny klimat, taki warszawski misz-masz. Jest trochę bloków, jest jeden biurowiec, ale uchowało się też co nieco starej zabudowy - kamienice oraz przedwojenny szpital, który działa do dziś, a w którym przed wojną pracował m.in. Janusz Korczak. Istnieją tam także liczne małe sklepiki oraz punkty rzemieślnicze, które często trudno spotkać w innych, nowocześniejszych rejonach Warszawy. One też tworzą klimat tego miejsca. Aż szkoda, że dysponuję tylko tym jednym zdjęciem, przydałoby się tam w końcu zrobić porządny fotoreportaż :)

Generalnie warto przespacerować się Sienną, polecam zwłaszcza cały odcinek wolski, od Al.Jana Pawła II aż do końca (do ul.Miedzianej). Nie zawsze jest pięknie i słodko, ale na pewno jest klimatycznie!

A tuż obok, między Sienną a Złotą, zaraz koło Al.Jana Pawła II, znajduje się podwórko, gdzie zobaczymy zachowany do dziś fragment muru getta oraz... liczne koty.

Co zatem? Zamiast oglądać "Na Wspólnej" ruszajcie na Sienną! :)

Kategorie: Mazowieckie

O Wawrzyszewie słów kilka

pon., 11/17/2008 - 11:11

Wawrzyszew

Osiedle Wawrzyszew słynie z długich bloków i... pisarsko-poetyckich nazw ulic.

Najpierw nazwy. A więc mamy Tołstoja, Czechowa, Szekspira, Balzaka... Mamy Goldoniego, Dantego, Andersena, Sokratesa, mamy Reymonta i Horacego, wreszcie mamy Wergiliusza i Petöfiego. A wszystko to w otoczeniu PRL-owskich bloków. Nie ma to jak trafnie dobrać nazwy ulic do otoczenia! A może według pomysłodawców dzięki tym nazwom na mieszkańców okolicznych bloków miała promieniować wysoka kultura? Może miały tu wzrastać kolejne pokolenia mistrzów pióra? Co prawda wielkie osiedla projektowano zwykle jako miejsca reprodukcji klasy robotniczej, ale kto wie, może na Wawrzyszewie miało być inaczej?

Teraz bloki. Jest oczywiście na Wawrzyszewie trochę "punktowców", ale najbardziej charakterystyczne dla tego osiedla są bez wątpienia długaśne bloki liczące kilkanaście klatek, jeden z nich widzicie na zdjęciu, stoi sobie dumnie przy ulicy Lwa Tołstoja. Przytulnie tu, prawda? :)

Zrobiłem wczoraj trochę zdjęć Wawrzyszewa. Tę fotkę, o całkiem niegłupiej moim zdaniem kolorystyce, pokazuję na zachętę. Następne zdjęcia Wawrzyszewa to już będzie nagi realizm z odrobiną absurdu.

Bo nasze osiedla można przedstawiać w różnych barwach...

Kategorie: Mazowieckie

Mandarynki, mandarynki...

nie., 11/16/2008 - 11:50

Natolin

Natolin - Mandarynki

Przyznam, że bardzo lubię nazwy ulic absurdalne, śmieszne i kompletnie od czapy. Jedną z takich ulic odkryłem wczoraj na warszawskim Natolinie.

Ulica Mandarynki... Czyż nie pięknie się komponuje z szarym osiedlem, smutnym otoczeniem, posępnymi blokami? W dobie mody na nazwy upamiętniające wszelkie nasze narodowe klęski, krzywdy i cierpienia, gdy próbuje się nam wciskać tych wszystkich Powieszonych, Zesłanych i Rozstrzelanych, nazwa Mandarynki musi wzbudzić mój entuzjazm. Wśród szarych bloków trochę egzotyki nie zaszkodzi.

Zastanawia mnie jednak, jak ludzie postrzegali tę nazwę kiedyś. Nadano ją przecież w PRL-u, w czasach, kiedy prawdziwych mandarynek w sklepach raczej nie było. Może ta nazwa miała ludziom te braki w jakimś stopniu zrekompensować? Kto wie...

PS. Ciekawe, co ta pani niesie w tych siatkach. Może 12 kilo mandarynek? :)

Kategorie: Mazowieckie

Parkowanie po warszawsku - Plac Grzybowski

sob., 11/15/2008 - 09:59

Plac Grzybowski

Plac Grzybowski - nielegalne parkowanie

Warszawscy kierowcy mają niestety dosyć często problemy z poprawnym parkowaniem swoich samochodów. Parkują gdzie popadnie i nie przejmują się tym, że komuś utrudniają życie.

Ten samochodzik stał sobie dumnie (wczoraj, godz. 15:40) na Placu Grzybowskim. Stał na chodniku, gdzie parkować nie wolno. To nic, że może tamtędy przechodzić niewidomy, że może przejeżdżać człowiek na wózku inwalidzkim - samochód jest najważniejszy. A tamci? Jakoś sobie poradzą, bo przecież nie mają innego wyjścia, prawda?

Zauważyłem jednak, że ostatnio straż miejska zaczęła nieco energiczniej zwalczać problem nielegalnego parkowania. Może więc tego typu zachowania uda się w końcu wykorzenić?

PS. Przepraszam za niską jakość zdjęć - światło było takie, jakie było, a mnie chodziło tutaj o pokazanie pewnego problemu a nie o dostarczenie estetycznych wrażeń. Kiedyś spróbuję zrobić znacznie ładniejsze zdjęcia Placu Grzybowskiego i pokusić się o krótki opis tego miejsca. Ten plac jest tego wart!

Kategorie: Mazowieckie

Nieco inna Warszawa

pt., 11/14/2008 - 19:09

Warszawa

Bardzo często próbuje się przedstawiać Warszawę jako prężne i nowoczesne miasto - pełne wieżowców, eleganckich sklepów, luksusowych osiedli, bogatych i zadowolonych z życia ludzi. Niestety jest to tylko jedna strona medalu.

Oczywiście zawsze możemy włączyć jakiś TVN-owski serial i zachwycać się sztucznym blichtrem, oglądać jakichś młodzieńców kursujących pomiędzy szklanym biurowcem, wielkim i dobrze urządzonym mieszkaniem, modnym klubem i centrum handlowym. Kursujących oczywiście luksusowym samochodem, ewentualnie wypasionym motocyklem, nigdy zdezelowanym autobusem lub zatłoczonym tramwajem. Czy jednak taki obraz naszego miasta jest prawdziwy? Oczywiście, że nie. To jest co najwyżej "warszawka", ale to nie jest Warszawa! Ta cukierkowa rzeczywistość to zaledwie drobny fragment skomplikowanej i misternej układanki, jaką jest nasze miasto.

Rzeczywistość jest niestety znacznie bardziej złożona. Możemy oczywiście próbować ją ignorować, ale ona tak czy siak istnieje i prędzej czy później nas dopadnie. Warszawa to nie tylko eleganckie samochody, to także stare Maluchy i rozklekotane tramwaje. To nie tylko nowe apartamentowce, ale też siermiężne bloki, a w nich często malutkie mieszkania i meblościanki pamiętające czasy towarzysza Gierka. Albo zrujnowane kamienice, które niegdyś zachwycały, a dziś straszą. To także pawilony i bazarki, zapomniane uliczki, zapyziałe stacje kolejowe, podupadłe tanie bary, w których nikt nie poda malibu i sushi i jeszcze wiele innych rzeczy, które mógłbym całymi godzinami wymieniać, a które z serialową wizją Warszawy niewiele mają wspólnego. I ludzie... Nie wszyscy bywają w modnych klubach i rzucają się w wir zakupów w centrach handlowych, by potem pomknąć do podziemnego garażu klimatyzowanym samochodem. Niektórym nawet do pierwszego ledwo starcza, a jeszcze innym nie starcza w ogóle...

A między tymi dwoma skrajnościami, między kolorowym serialowym światem a totalną załamką, jest jeszcze przeciętność, typowość, banał. Zwykłe domy, zwykłe samochody, zwykły szary człowiek i jego zwykłe troski, zwykłe zakupy w foliowych siatkach. Ani to wzlot ani upadek, ogólnie nic ciekawego.

Ale to właśnie te wszystkie elementy, ten blichtr, upadek i banał, one wszystkie składają się na naszą Warszawę. Piękna i bogata, brzydka i beznadziejna, nudna, ekscytująca, dziadowska i niezwykła, taka właśnie ona jest... I zamiast wyrabiać sobie o niej jakiekolwiek stereotypy, warto poznać ją całą, dzielnica po dzielnicy. Zwiedzać, oglądać, poruszać się. I to nie tylko wygodnym samochodem, ale też zatłoczonym tramwajem, obskurnym pociągiem podmiejskim lub po prostu na piechotę. Nie bójmy się rzeczywistości, poznawajmy ją, bądźmy z nią za pan brat.

To zdjęcie zrobiłem przy ul.Barcickiej na Bielanach. Tuż obok tego miejsca, jakieś 100 metrów, znajduje się stacja metra - nowiutka, wypieszczona, elegancka... Ot inny element warszawskiej układanki, nie pasujący, a jednak leżący tuż obok.

Tak to już jest w naszej Warszawie...

Kategorie: Mazowieckie

Czerwień, dużo czerwieni

pt., 11/14/2008 - 11:06

fabryka - warszawa, ul.szwedzka

Proszę się nie bać tytułu notki, nie będę tu pisał o komunizmie, owym "przodującym ustroju" - już inni napisali na ten temat wystarczająco dużo. Będzie o starej praskiej fabryce.

Swojego czasu prezentowałem zdjęcia fabryki przy ulicy Szwedzkiej (Praga-Północ). Dziś dorzucam jeszcze jedno zdjęcie, zrobione w nieco innej oświetleniowej scenerii. Sama fabryka, tzw. Pollena, już od dawna nie funkcjonuje, w przyszłości mają być tam lofty. Czy będą? Zobaczymy. Mam nadzieję, że kryzys (którego według niektórych polityków nie ma) nie pokrzyżuje tych planów. Bo warto by było, aby te stare mury ożyły - przecież to właśnie takie miejsca (a nie centra handlowe i osiedla za płotem) tworzą klimat naszego miasta, naszej Warszawy.

A na razie mamy po prostu mury. Ale też są piękne, same w sobie...

Kategorie: Mazowieckie

Szał zakupów - to już niedługo!

czw., 11/13/2008 - 18:31

Już niedługo szał świątecznych zakupów! Cieszycie się, prawda? :)

OK, ja rozumiem, że świąteczne zakupy mogą być męczące, a konieczność zakupu prezentu dla wrednej cioci Jadzi czy perspektywa kurtuazyjnej wizyty u obleśnego wujka Heńka mogą totalnie zepsuć humor. Ale mimo wszystko nie dajmy się zwariować, trzymajmy się dzielnie i starajmy się być dla siebie mili.

Zwłaszcza to ostatnie jest ważne, być miłym. Często robimy zakupy we dwoje i tu naprawdę trzeba stworzyć zgrany i dobrze rozumiejący się duet, jeśli cała zakupowa misja ma przebiegać bez kłotni i zgrzytów.

Mówię teraz do panów - jeśli Wasza kobieta zgoni Was po sklepie, a i tak nic sensownego nie kupi poza paroma drobiazgami, które uznacie za niewarte trzygodzinnej sklepowej przepychanki, nie okazujcie jej tego. Bądźcie mili i starajcie się powiedzieć jej coś, co podkreśli rangę i wagę zakupów, np. "Te kostki rosołowe to świetny zakup" lub "Strasznie się cieszę na tę nową solniczkę". Takie jedno małe zdanie, a od razu przyjemniej się robi.

A teraz rada dla pań - mężczyzna głodny to mężczyzna zły. Jeśli mężczyzna mówi, że chce jeść, to nie ciągajcie go po sklepach, mówiąc, że równie dobrze można zjeść za 2 godziny, bo wtedy wojna wisi w powietrzu. Mężczyzna musi zjeść natychmiast, więc pójdźcie z nim na obiad i też mówcie coś miłego, np. "Ten hamburger wygląda tak apetycznie". Ale tylko mówcie i nie proście, aby Was częstował, bo mężczyźni tego nie lubią. Mężczyzna najedzony to mężczyzna dobry, z najedzonym mężczyzną możecie kupić bez przeszkód wszystko, co tylko wypatrzycie, a on wszystko zaakceptuje, a czasem nawet (rzadko, ale jednak) zapłaci za zakupy z własnych pieniędzy.

Prawda, jakie to proste? Miłych zakupów życzy jednoosobowa załoga bloga! :)

A czemu piszę o tym tak wcześnie? Cóż, na sklepach już pojawiają się pierwsze choinki, bombki i Mikołaje, to i mi może się świąteczno-zakupowy nastrój udzielić, prawda? :)

Miejsce: Praga, róg Al.Solidarności i Targowej.

Kategorie: Mazowieckie
ECTACO Electronic Dictionary Język:
Wybierz:
Na angielski
Z angielskiego
Wyraz:
Clicky Web Analytics